Tobogan / blog


Tobogan / 26. tydzień 2019

03. 07. 2019 09:58 Jan Šlachta
Tobogan / 26. tydzień 2019

03LIP


Pozdrawiam wszystkich czytelników. Na początku chcę pogratulować Zuzce i Jenikowi z okazji odebrania dyplomów. Jenda świętował pełną gębą za kulisami zamku Hradce nad Moravicí – FOTO. W związku z ekstremalnymi temperaturami większość kolegów skierowała się nad wodę. Na przykład Radek P. pojechał z innymi ojcami i ich dziećmi nad Sazavę. Nie wiem, czy kierowali się niewłaściwymi tablicami czy nawigacja źle pokazywała, ale skręcili w ślepą odnogę rzeki i skończyli w kamieniołomie Trhová Kamenice. A może celowo pojechali się tam wykąpać. Coś w tym jest FOTO i FOTO. W środę pan dyrektor i Jana pojechali do Pragi na koncert legendarnego Marka Knopflera. Udało mi się na czas ukryć zazdrość. Stamtąd pojechali do swojej tradycyjnej destynacji w Bohyni. Weekend należał do świętowania, grillowania i zabawy na basenie. Mi udało się zaliczyć wszystkie te atrakcje za jednym razem i w dodatku był gulasz z kociołka, który udało się mi i kolegom ugotować doskonale FOTO. W niedzielę większość ukryła się tam, gdzie słońce nie dociera. Tak, dokładnie, np. w piwnicy, pod parasolem nad wodą albo pod pergolą. Niestety dla mnie kontynuowaliśmy grillowanie i po demokratycznym głosowaniu zostałem wybrany głównym grillmanem. Stania nad ogniem, kiedy temperatura na zewnątrz sięga 37 stopni, nie życzę nikomu. Próbowałem też zmierzyć temperaturę na słońcu, ale skala kieszonkowego termometru kończyła się na pięćdziesięciu. Życzę wszystkim dobrego i słonecznego tygodnia. JC

Tobogan / 25. tydzień 2019

24. 06. 2019 09:30 Jan Šlachta
Tobogan / 25. tydzień 2019

24CZE


Temperatury na zewnątrz i w biurze się unormowały, słońce grzeje swoimi promieniami, a lato zaczęło się na dobre. Jeździmy na pierwsze urlopy. Kaplanowie wyruszyli na swój tradycyjny do Chorwacji. W NARze omawialiśmy ostatnie szczegóły naszego, również tradycyjnego, teambuildingu. Po raz drugi jedziemy do Bovce! Jirka C. ściągnął aplikację „pozbądź się brzucha” i po miesiącu zrozumiał, że samo pobranie nie wystarczy, więc zaczął jeździć na rowerze. Ma 20 km w jedną stronę, po drodze trzy razy dopompowywał koła. Jeszcze kilka technicznych drobiazgów i będzie mknął jak strzała! W środę do cyklistów dołączył Radek, który w połowie drogi z Ostrawy do Cieszyna zrobił sobie przystanek na piwo. W drugiej połowie prawie zgubił się w lesie, ale do domu dotarł cały. W czwartek flota czterech proebizowych samochodów wyruszyła na Słowację. W czasie długiego weekendu na teambuildingu wykonywaliśmy chyba wszystkie możliwe sportowe i niesportowe aktywności, które mogą zaoferować Bovec i okolica. Kilka zdjęć znajdziecie w mojej fotogalerii. Należy wspomnieć o rekordzie hartowania się Jenika techniką joginów – wewnętrzne samorozgrzewanie – w ośmiostopniowej wodzie medytował przez pół godziny. W drodze powrotnej siedziałem chyba w każdym samochodzie, więc mogę porównać wewnętrzny klimat – wszędzie było pozytywnie i rozmawiano o przeżyciach minionego weekendu. Czekam z niecierpliwością na kolejne wspólne wyjazdy na łono natury :) Hanes

Tobogan / 24. tydzień 2019

17. 06. 2019 15:26 Jan Šlachta
Tobogan / 24. tydzień 2019

17CZE


Tydzień upłynął jak woda. Zuzka w poniedziałek i wtorek była jeszcze chora, w środę i czwartek bardzo zdrowa, a od piątku znów chora. W poniedziałek odbył się wyjątkowy „olimpijski” Narowski turniej piłki nożnej, po czterech latach przerwy. Jurko był prawdziwą ścianą, a Ivanka główną dopingującą, trenerem i graczem w jednym. Wypadło dobrze i wszyscy przeżyli, mimo upałów (FOTO). Nasilone walki o pilot od klimatyzacji kontynuowano do czasu, aż „z góry” przyszedł e-mail, jak właściwie ustawić temperaturę. Chorwacki Igor czekał 40 minut na taksówkę, żeby dojechać na spotkanie. W końcu przybył z piętnastominutowym opóźnieniem, a mężczyzna, z którym miał się zobaczyć, stwierdził, że niestety taksówki w Chorwacji tak mają. We wtorek pod koniec swojego urlopu macierzyńskiego wpadła do nas „praska” Nela razem ze wszystkimi swoimi małymi „kleszczami” i mężem. Na szybko powiedzieliśmy sobie, że już nie możemy się doczekać jej powrotu do pracy. W środę znaczna część NARu przeniosła się na południową Morawę, gdzie odbywał się letni BOARD28 – spotkali się tu specjaliści od przyszłości narzędzi elektronicznych dla zakupów i zamówień publicznych. W przyjemnej przestrzeni winnej „piwniczki” myśleli, dyskutowali, rysowali. I wszystko im się udawało (FOTO). Kaplanowie w piątek obejrzeli Morawskie Pole, na którym Przemyślid Otokar w 1278 roku położył kamień węgielny na kolejne 700 lat Monarchii Habsburskiej (FOTO). Špalíkowie skończyli swój tydzień w Budapeszcie i tym razem zrobili wycieczkę przez zamek wyszehradzki (FOTO i FOTO). JM

Tobogan / 23. tydzień 2019

11. 06. 2019 08:45 Jan Šlachta
Tobogan / 23. tydzień 2019

11CZE


W Porubie był teatr uliczny a ZuzKa go nie widziała, wciąż jest chora, za to w pracy panuje upiorna cisza. Gaborki w szkole mają już wystawione oceny. Ta nasza westchnęła „HURAAA!”. Zespół morawski zorganizował w Brnie udany workshop o DSZ i katalogach. Dzielenie się doświadczeniami nie zostało przerwane nawet w przerwie przy pracy z zatwardziałym, mówiącym po niemiecku ekspresem. Chorwacki Igor i polska Iza postarali się o nowego członka rodziny. Nazywa się TREK i jest czerwony (od razu przejechał 80 km) FOTO. Poszliśmy na wernisaż Veroniki Jedloša FOTO. Miło i interesująco. Duży i długo przygotowywany poczęstunek szybko znikał, ponieważ córki Cudlínów były szczęśliwe i głodne. Oceniły to pozytywnie FOTO. Graficzka Jana dokończyła wspaniałe materiały na tegoroczny eBF. Lukáš V. jest spokojnym kierowcą, dlatego został wybrany, aby dowieźć na workshop gościa specjalnego. Słowacki Martin to rekordzista. Dał radę z sukcesem poprowadzić trzy szkolenia jednego dnia. W tym upale zmieniali nam klimatyzację. To było odświeżające, już działa dobrze. Teraz pojawiły się protesty nieklimatyzowanych kolegów. Na szczęście głównodowodzący mają wolne. mk

Tobogan / 22. tydzień 2019

03. 06. 2019 11:22 Jan Šlachta
Tobogan / 22. tydzień 2019

03CZE


Znów pozdrawiam wszystkich. Miniony tydzień upływał pod znakiem przygotowań do wielkich firmowych NAR-urodzin. Odbyły się w piątek i nikt nie chciał przepuścić takiej okazji. Wszystko zaczęło się od paintballu pod tytułem „Zastrzel swojego kolegę” – – FOTO, FOTO, FOTO, FOTO, FOTO a FOTO. Czekałem na to z niecierpliwością, jednak niedawny wypadek pozbawił mnie niestety tej przyjemności i byłem tam w roli obserwatora. Drugim ucieszonym był weteran wojenny Piotr. Stwierdził, że byłoby nie fair, gdyby nas powystrzelał i w końcu nie wziął udziału. Podczas gdy większa część firmy poszła zaspokoić swoją ciekawość, potrzebę adrenaliny i wyładowania złości na kolegach, pozostali pojechali do Landek parku do ogródka bufetu u Karla. Niektórzy przygotowali się na paintball naprawdę porządnie. Na przykład Jedloš kupił lusterko do patrzenia za róg, które następnie zostawił w pracy. Każdy dobry przywódca wie, że plan bitwy bierze w łeb przy pierwszym spotkaniu z wrogiem. Nasza Podpułkownik Zuzka miała doskonały plan przemyślany do ostatniego szczegółu. Kiedy jednak w trakcie jazdy na miejsce prezentowała go pozostałym, po dziesięciu minutach z tylnego siedzenia odezwał się Lukáš V. mówiąc, że jako przywódca drugiego zespołu wszystko dokładnie zapisuje i zaczął dopytywać o detale. Zuzka inteligentnie rozwiązała ten problem i wzięła Lukáša do swojego zespołu, czym zapewniła sobie ostateczną porażkę swojego planu 20 minut później. Padło dużo strzałów, a niektóre z nich były bardzo bolesne. Jirka Š. dostał jeden bezpośrednio w szyję. Gdy tylko z podniesioną ręką przyszedł na miejsce zbiórki, oznajmił, że chyba trafił go ktoś z jego zespołu. 3 minuty później przyszła do mnie Zuzka i poprosiła o papierosa. Później odwróciła się plecami do pozostałych i cicho powiedziała „Honzi, myślę, że chyba troszeczkę strzelałam do swoich, oni wszyscy wyglądali jednakowo”. Następne dochodzenie odkryło, że nie była sama. Na wszystko trzeba jednak patrzeć pozytywnie i stwierdziła, że super, bo wygrali, a ona kilka razy trafiła. Pozostali gracze skończyli bardziej lub mniej pomalowani ze wszystkich stron. Na przykład Radek dostał się w krzyżowy ogień. Niestety nie klasyczny, ale taki, że gdy strzelał do niego nieprzyjaciel i chciał zrobić odwrót, dostał z własnych szeregów. No tak, dezercję się karze. Albo na przykład Jana V. z kropką na samym środku głowy. Po tym wszystkim przemieściliśmy się do pozostałych na Landek, gdzie czekało już jedzenie, picie i dzieci, którym rodzice musieli wyjaśniać, dlaczego mają takie siniaki. Pan dyrektor z przemówieniem i prezentami oraz wspaniała atmosfera przeciągnęła się aż do późnego wieczora FOTO, FOTO, FOTO a FOTO. Trzymajcie się. JC

Back to Top